„Mission (im)possible”, czyli jak to jest „załatwiać” wizę nowozelandzką w Boliwii – część I

04

Dziennik z podróży:
14-18.10.2012
[Boliwia]: Concepción-Santa Cruz de la Sierra

ZADANIE: zdobycie working holiday visa˟, która upoważnia do rocznego pobytu w Nowej Zelandii

WYKONANIE:
KROK I: złożyć on-line internetowy wniosek o wizę do nowozelandzkiego urzędu imigracyjnego (INZ)

KROK II: wysłać pocztą tradycyjną do ambasady NZ tzw. chest X-ray certificate (opis zdjęcia RTG płuc oraz oparty o wynik badania certyfikat zdrowia) 

UWAGA! – do wydania powyższego certyfikatu upoważniony jest lekarz-radiolog z listy podanej na stronie internetowej INZ

KROK III: oczekiwanie na pozytywne rozpatrzenie wniosku ;)

CZAS: od złożenia internetowego wniosku pozostaje 15 dni na dostarczenie chest X-ray certificate do ambasady NZ (drogą pocztową!), zatem CZAS GONI!

PODZADANIE NR 1: znaleźć w Boliwii lekarza upoważnionego do wydania certyfikatu zdrowia
PODZADANIE NR 2: wysłać powyższy dokument pocztą do ambasady NZ

STOPIEŃ TRUDNOŚĆ: …hmm, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia??? ;)

 

Po kilku przyjemnych, relaksujących dniach w Concepción przyszło mi wrócić do Santa Cruz de la Sierra – największego i jak dotąd najbrzydszego miasta w Boliwii, jakie miałam okazję poznać. Nieciekawe, nierzadko pełne śmieci ulice znów wypełniły się handlującymi Indianami, głośną, tandetną muzyką, zapachem tanich jadłodajni oraz bezbarwnymi okrzykami wszędobylskich „naganiaczy”.  Za wyjątkiem placu 24 de Septiembre oraz parku El Arenal, w których to miejscach najczęściej odpoczywali tutejsi jak i przyjezdni, miasto wręcz odpychało.

 

- Załatwilibyśmy to tak! – tłumaczył sympatyczny doktor X z prywatnej kliniki w Santa Cruz, ściskając trochę zbyt nerwowo pusty formularz badania RTG płuc, który miałabym później wysłać do INZ. – Ja opiszę badanie, bo jestem radiologiem, doktor Y wypełni formularz, bo to on jest na liście uprawnionych do tego lekarzy…
– Ale to chyba powinien zrobić jeden i ten sam lekarz?!

No tak, ale my to zawsze tak robimy – uśmiechał się doktor X. – Mnie nie ma na tej liście, a doktor Y jest chirurgiem i…
–  To ja jeszcze pomyślę i dam znać!

 

Ponieważ na wizach do Nowej Zelandii zależało nam bardzo, postanowiłam wspólnie z Łukaszem nie pokładać nadziei w podejrzane, boliwijskie „my to zawsze tak robimy” i wziąć sprawy we własne ręce. Tego samego dnia kupiłam bilet autobusowy do Cochabamby, gdzie miałabym znaleźć radiologa z „urzędowej listy”.

 

Tymczasem…

Kierowcy dusili uparcie samochodowe klaksony. Przejrzałe owoce gniły na prowizorycznych straganach. Uliczny gwar wylewał się zza każdego kąta. Męczył. Jednak najbardziej w Santa Cruz de la Sierra dokuczała mi pogoda… Było gorącooo! Jak w piekle!!!

Uciekając przed słońcem, postanowiłam odwiedzić jedno z niewielu zielonych miejsc w mieście – ogród zoologiczny (Jardín Zoológico).

- Ile za wstęp? – zapytałam przy zakratowanym okienku przed wejściem, sięgając do torby po pieniądze.
Coś nie tak? – padło uprzejmie zza okienka po dłuższej chwili.
Nie mogę znaleźć portfela! – i przetrząsając nerwowo torbę, analizowałam jednocześnie ostatnie 2-3 minuty do momentu, kiedy to płaciłam na ulicy za kilka owoców. – Cholera jasna! Nie ma!

Kto? Kiedy? Jak?!

Odpowiedź była jedna, tak samo denerwująca – nie miałam bladego pojęcia!!!

Podobnie jak przed kilkoma miesiącami w Ekwadorze, gdy złodziej nie wiedzieć kiedy pozbawił nas m.in. netbooka, targała mną złość na to, że znów z taką łatwością dałam się okraść!

„Jak oni to robią, że się człowiek nawet nie kapnie! Kurwa!!!” – huczało w głowie.

Usiadłam na drewnianej ławce pomiędzy wejściem do ogrodu zoologicznego a wózkiem z owocami, należącym do ulicznej handlarki, która jako ostatnia widziała mój portfel… i zaczęłam się śmiać…

- Hahahahaha!!!
– Co się dzieje?
– wyskoczyła zza góry pomarańczy zaskoczona Indianka.
Nie mam nawet jak wrócić do centrum miasta po moje rzeczy! – pękałam ze śmiechu, poddawszy się „atakowi głupawki”. – O kur… hahaha… kuźwa! Nie mam nawet 2 boliviano˟ na colectivo˟! Hahaha!

Ta tylko spojrzała na mnie bez zrozumienia, odwróciła się na pięcie i wróciła do swojego wózka z owocami…

cdn.   

Tekst: Ewelina
Zdjęcia: Ewelina

˟working holiday visa do Nowej Zelandii – więcej informacji znajdziesz www.immigration.govt.nz/migrant/stream/work/workingholiday/Poland+WHS.htm
˟2 boliviano – równowartość około 0,9 zł 
˟colectivo – tutaj: miejski busik

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

nocleg w Hostal Ambor w Santa Cruz de la Sierra – 30 boliviano/pokój jednoosobowy (hostel nie należy do najczystszych; wentylator w pokoju, darmowy wi-fi, bez dostępu do kuchni)
wstęp do ogrodu zoologicznego (Jardín Zoológico) w Santa Cruz de la Sierra – 10 boliviano/os
nocny autobus cama firmy San Miguel z Santa Cruz de la Sierra do Cochabamba – 80 boliviano/os

Zobacz również:

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Śledź naszą wyprawę przez FaceBook!
Otrzymuj powiadomienia na tablicę o nowych wpisach, konkursach i informacjach z ostatniej chwili. Bądź na bieżąco!

Facebook


Po wejściu na stronę, w prawej kolumnie, możesz też podać swój adres emailowy, jeśli chcesz dostawać od nas powiadomienia w postaci newslettera.