„Uwięzieni” w dużym mieście…

15

Dziennik z podróży:
27.04-02.05.2012
[Panama]: Panama City

Utknęliśmy!

Przyjechaliśmy do Panama City już kilka dni temu i od tamtego czasu bezskutecznie łamiemy sobie głowy nad tym, jak przedostać się z Panamy do Kolumbii, Ekwadoru lub najdalej do Peru.

Od Ameryki Południowej dzieli nas owiana legendami i upiornymi historiami dżungla na południowo-wschodnim krańcu Panamy – przesmyk Darién. Gorący, wilgotny las tropikalny kryje wiele niewiadomych, niebezpieczeństw, tajemniczych mieszkańców czy "biznesmenów" strzegących np. plantacji koki, z których później produkowany jest uzależniający, biały proszek. Podobno nie jest to już takie nieosiągalne – przebyć Darién. Może kiedyś? Dla szalonej przygody?! Jednak nie dziś, nie teraz! Nie jesteśmy na Darién przygotowani!

Co nam pozostaje?

- Łódka, statek przez Morze Karaibskie prosto do Kolumbii. Możemy wykupić wycieczkę z Panamy do Kolumbii, zahaczając przy okazji o wyspy San Blas – rzuca Łukasz.
-.Kilka dni na morzu w tym dwa lub trzy na wyspach San Blas… 350 a nawet 500 dolarów za jedną osobę! Nie, no nie stać nas na to! Samolot do Kolumbii też kosztuje ponad 300 dolarów od osoby! Co zrobimy?

Pojechaliśmy do Colón – niewielkiego miasta portowego położonego nad brzegiem Morza Karaibskiego. Na próżno szukaliśmy The Panama Yacht Club, przystani dla jachtów i łodzi, gdzie moglibyśmy zostawić nasze ogłoszenia („dwójka polskich podróżników chętnie popłynie z doświadczonym kapitanem do Kolumbii, Ekwadoru lub Peru, nie mamy żadnego doświadczenia żeglarskiego, chętnie pomożemy w pracach na statku etc.”). Taki właśnie był nasz plan – zatrudnić się jako załogant na jednym z jachtów lub statków, płacąc z tego tytułu mniej za transport do Ameryki Południowej.

Po kilkunastominutowych poszukiwaniach okazało się, że The Panama Yacht Club nie istnieje już od ponad dwóch lat! W miejscu, gdzie jeszcze do niedawna roiło się od prywatnych jachtów i łodzi, dziś znajdują się dźwigi i kontenery! Cała masa kontenerów!

Przyjechaliśmy do Colón na próżno! W tym okropnym mieście, podobno najniebezpieczniejszym miejscu w całej Panamie, na każdym kroku ktoś ostrzegał nas przed spacerowaniem po ulicach, siedzeniem na dworcu autobusowym, wyjmowaniem portfela z kieszeni… właściwie to przed wszystkim! Przestraszeni nie na żarty, pojechaliśmy taksówką do malutkiej przystani dla jachtów (Club Nautico), gdzie zostawiliśmy nasze ogłoszenia sympatycznemu Garifuna.

- Może szczęście się do nas uśmiechnie i ktoś do nas napisze?
Może…

Mijały kolejne dni…

Początkowo gościliśmy u Euklidesa, gospodarza z couchsurfing˟. Obejrzeliśmy razem śluzę na Kanale Panamskim, przez którą codziennie przepływają statki pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem. Odwiedziliśmy też jak dotąd jedyne, naszym zdaniem, przyjemne miejsce w Panama City – Amador Causeway, gdzie zostawiliśmy nasze ogłoszenia w trzech kolejnych przystaniach dla jachtów.

Po kilku dniach pożegnaliśmy Euklidesa i przenieśliśmy się do hostelu Miami na Av. Central, gdzie rozbiliśmy namiot na trzecim piętrze wysokiego budynku. Pozwoliło nam to zaoszczędzić połowę pieniędzy, które musielibyśmy wydać na nocleg w dormitorium w innym hostelu.

Trzecie piętro hostelu Miami oprócz nas zamieszkiwał jeszcze ekstrawagancki Indianin z Peru i starszy Argentyńczyk, który pracował jako ochroniarz w jednym z okolicznych sklepów. Każdego ranka, popołudnia i wieczoru dzieliliśmy się na zmianę dużym, białym wentylatorem – jedyną ucieczką od panamskiego upału i wszędobylskiej duchoty…

Hostel Miami nie należy do przyjemnych i wygodnych. Szary, zaniedbany, miejscami brudny! Szczególnie czwarte piętro, zamieszkiwane przez „długoterminowych” włóczykijów i włóczęgów, dalekie było od czystego i przyjemnego. Młodzi ludzie w kolorowych ciuchach i długich dredach spędzali całe dnie na siedzeniu przy stole, pleceniu kolorowych bransoletek z włóczki lub kolczyków z korali oraz ptasich piór, oglądaniu hiszpańskojęzycznej telewizji, graniu na gitarze, bębnach czy paleniu „trawki”. Ciekawi nas, uśmiechnięci, beztroscy.

Właściwie hostel nie rządził się żadnymi zasadami. Kuchnia na czwartym piętrze przypominała momentami wysypisko śmieci i brudnych naczyń zwłaszcza, że często zdarzało się, że przez kilka godzin nie było bieżącej wody. Nie każdy pamiętał też o spuszczaniu wody w toalecie, o posprzątaniu po śniadaniu, obiedzie czy kolacji, o zachowaniu ciszy nocnej nawet wtedy, gdy sąsiedzi od dawna już próbowali zasnąć. Wieczorami natomiast pierwsze piętro hostelu Maiami zamieniało się w „hotel na godziny”, dochodowy interes, którego pilnował wytatuowany, wiecznie naburmuszony Panamczyk.

Całymi dniami wałęsaliśmy się po Avenue Central, zaglądając do sklepów, przypominających ogromne hangary z najróżniejszymi drobiazgami, kosztując różnych odmian mango, słodkich ananasów lub próbując soku z trzciny cukrowej.

A gdy już mieliśmy serdecznie dość męczącego Panama City, hostelu Miami, duszącego upału, wentylatora na raty, nieustającej walki o korzystanie z Internetu, ciągłej niewiadomej związanej z podróżą do Ameryki Południowej, w końcu zapadła decyzja o kupnie biletu lotniczego do Kolumbii!

I wtedy, właśnie wtedy, ni z gruszki ni z pietruszki, napisała do nas Elizabeth…

Tekst: Ewelina
Zdjęcia: Łukasz

˟couchsurfing – strona internetowa, dzięki której można znaleźć użytkowników oferujących nocleg we własnym domu lub zaoferować darmowe zakwaterowanie, www.couchsurfing.org

Ciekawostka:
W 1960 r. została zorganizowana pierwsza udana próba pokonania Darién pojazdem. Zaszczyt przypadł marce Land Rover, której dwa modele serii drugiej (nazwane La Cucaracha Cariñosa) z napędem 4×4 pokonały jak dotąd nieprzebytą dżunglę. Przeprawa trwała 134 dni. W tym czasie przebyła 500 km pokonując 180 rzek, na których wybudowano 125 mostów.[wikipedia]

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Nocleg w Panama City:
Większość hosteli oferuje miejsce w dormitorium za 11-13 $/os. W hostelu Miami na Av. Central 18-18 (dzielnica Santa Ana) można rozbić namiot na trzecim lub czwartym piętrze za 6 $/os (przy kilkudniowym pobycie 5 $/os) – standard hostelu nie jest jednak zbyt wysoki (czytaj wyżej)!

Jak można znaleźć łódź/prywatny jacht płynący do Kolumbii (innych krajów Ameryki Południowej) oraz przez Pacyfik na wyspy Oceanii?:
– Portobelo (nad Morzem Karaibskim) – od mieszkańców hostelu Miami wiemy, że teraz jest to najpopularniejsza przystań wśród kapitanów prywatnych jachtów i łodzi po tej stronie Kanału Panamskiego; w przypadku podróży do Kolumbii należy się liczyć z kosztem 100-200 $/os
– Colón (nad Morzem Karaibskim) – przystań The Panama Yacht Club nie istnieje od ponad dwóch lat!; poza tym w mieście znajduje się malutka przystań o nazwie Club Nautico; za miastem (około 20 minut taksówką – koszt 10-20 $ w jedną stronę!) znajduje się duża przystań – Shelter Bay, w której znajdziemy najwięcej jachtów w okolicy Colón
– Panama City (nad Pacyfikiem) – cztery przystanie – Flamingo, Balboa, Las Brisas i La Playita
– 10 maja 2012 roku miał się odbyć pierwszy rejs promu pomiędzy Colón (Panama) a Kartageną (Kolumbia) – koszt 100 $/os w dwie strony!; więcej oficjalnych informacji na ten temat należałoby szukać najprawdopodobniej w samym Colón
– na stronach internetowych: www.7knots.com, www.findacrew.net, www.sailnet.com

Zobacz również:

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Śledź naszą wyprawę przez FaceBook!
Otrzymuj powiadomienia na tablicę o nowych wpisach, konkursach i informacjach z ostatniej chwili. Bądź na bieżąco!

Facebook


Po wejściu na stronę, w prawej kolumnie, możesz też podać swój adres emailowy, jeśli chcesz dostawać od nas powiadomienia w postaci newslettera.