W górę rzeki Ukajali – część V (ostatnia)

11a

Dziennik z podróży:
19.07.2012
[Peru]: rzeka Ukajali-Pucallpa

ROZDZIAŁ X Niebezpiecznie blisko brzegu

Nagle szarpnęło łodzią! Przygasły światła! Hamaki zabujały w powietrzu!

- Co to było? – pytaliśmy siebie nawzajem.
Jakbyśmy w coś uderzyli!

Była piękna, ciepła noc. Wiał delikatny, orzeźwiający wiatr a rozgwieżdżone niebo nad nami wyglądało niesamowicie.

Staliśmy w miejscu. Żarówiaste światło reflektora świeciło prosto na mieliznę, w którą wbił się Henry.

- To jest bardzo niebezpieczne – opowiadali miejscowi – taka plaża przy lesie! Teraz nie wiadomo, kiedy uda nam się wydostać i popłynąć dalej! Można tak utknąć na kilka dni, zanim dotrze pomoc!

Silnik Henrego wył głośniej niż zwykle, próbując wydostać nas z powrotem na środek Ukajali.

- Jakbyśmy mieli tutaj zostać na dłużej, to proponuję wybrać się do dżungli… Możemy upolować jakiegoś kajmana na obiad! Haha! – śmiałam się w głos.

Mimo wyraźnego pecha, jaki nas przed chwilą dopadł, tej nocy dopisywał mi wyjątkowo dobry humor. Dzisiejszego ranka obudziłam się jeszcze przed wszystkimi… straszliwie głodna! Po dwóch dniach gorączka w końcu spadła, a nadwątlone siły i apetyt szybko zaczęły wracać do normy! :)

Uśmiechałam się w duchu na wspomnienie poprzedniego wieczoru.

- Jeśli chcecie tutaj zostać do końca rejsu, musicie zapłacić za kajutę – powiedział kucharz przebrany za kobietę.
Ile?
Całość, 400 soli˟!
Co?! Przecież wszystko jest już zapłacone! Za cały rejs! A my wysiadamy za kilka godzin! – wzburzyła się córka starszej pani, która odstąpiła mi swoje łóżko w kajucie.
Przykro mi, taka jest polityka Henrego! – westchnął kucharz – My, kucharze, mimo, że jesteśmy członkami załogi, musimy spać w hamakach! Taka polityka. Cóż można poradzić…?

Kilka osób, zgromadzonych w niedużym, blaszanym pomieszczeniu, radziło nad moim losem. Trawiona przez gorączkę, wodziłam tylko w kółko półprzytomnym wzrokiem, niewiele z tego wszystkiego rozumiejąc…

- Wiesz co, mała, zrobimy tak! – zwrócił się do mnie kucharz. – Przyjdę po klucze do kajuty dopiero po śniadaniu. Możesz tutaj zostać do samego rana, dobrze?

Cóż to była za przyjemność – wyciągnąć się na całego, wyprostować nogi na pryczy po kilku dniach leżakowania w hamaku! Ujjjj! ;)

Gdy Henry po długiej walce z upartą mielizną znów ruszył w drogę, zasiedliśmy z peruwiańskim sąsiadem do krótkiej partyjki w karty. Z daleka widać już było światła świecące nad Pucallpa.

Rankiem dopłynęliśmy do portu, spakowaliśmy nasze rzeczy i zeszliśmy z pokładu wprost na piaszczysty brzeg Ukajali.

- Będzie mi tego brakowało – powiedział Léo.
Czego? – spytałam zaskoczona.
Tego wszystkiego. Łodzi. Rzeki. Ludzi.
Hmmm…

Często później wspominaliśmy te sześć dni i nocy spędzonych na pokładzie Henrego 10. Dziwne uczucie. Rzeczywiście nam tego wszystkiego brakowało. Łodzi… Rzeki…. Ludzi…

Tekst: Ewelina
Zdjęcia: Łukasz

˟400 soli – równowartość ok. 460 zł

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

bilet („na hamak”) na rejs z Iquitos do Pucallpa na pokładzie Henrego – 100 soli/os (na tej trasie na statkach Henry panują najlepsze warunki sanitarne, co oczywiście oznacza również najwyższą cenę za bilet; warto przyjść do portu kilka godzin przed planowanym odpłynięciem, żeby zająć dobre miejsce; przed rejsem należy zaopatrzyć się w miskę na jedzenie, wodę na całą podróż i jakieś przekąski lub owoce)

Zobacz również:

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Śledź naszą wyprawę przez FaceBook!
Otrzymuj powiadomienia na tablicę o nowych wpisach, konkursach i informacjach z ostatniej chwili. Bądź na bieżąco!

Facebook


Po wejściu na stronę, w prawej kolumnie, możesz też podać swój adres emailowy, jeśli chcesz dostawać od nas powiadomienia w postaci newslettera.