14. Boliwia

Nie ma to jak po polsku!

Dziennik z podróży:
02-08.12.2012.
[Boliwia]: Tupiza-La Paz-Copacabana
[Peru]: Yunguyo-Puno-Arequipa

Po kilkunastu godzinach nocnej potyczki z boliwijskimi drogami, znów zawitałam w La Paz u progu hostelu o nazwie El Solario.

Zmieniło się tam. Ku gorszemu, musiałam przyznać.

BOLIWIA – krótkie PODSUMOWANIE

Transport w Boliwii

– ogólnie TRANSPORT JEST TANI!, najtańszy spośród krajów, które odwiedziliśmy w Ameryce Łacińskiej!
– autobusy, minibusy, samolot (drogo!, mało rozwinięta siatka połączeń), pociąg (bardzo skromna siatka połączeń, najpopularniejsza trasa wśród turystów: Oruro-Uyuni), łódź (Amazonia)
– rozbudowany system połączeń autobusowych między miastami, spora konkurencja pomiędzy firmami autobusowymi na trasach między dużymi miastami

JAJA JAK BERETY, czyli jak to jest spędzić kilka dni w „boliwijskim westernie” ;)

Dziennik z podróży:
28.11-01.12.2012.
[Boliwia]: Potosí-Tupiza
-El Cañón del Inca-El Angosto (El Túnel)-Tupiza

Uff! Na koniec dłuuuugiego, upalnego dnia, po trzech identycznych awariach autobusu i kilku godzinach bezproduktywnego oczekiwania… przyszło mi w końcu dotrzeć do Tupizy – niewielkiego miasta na południowym krańcu Boliwii, słynącego z iście westernowych krajobrazów!

Diabelska kopalnia

Dziennik z podróży:
27-28.11.2012
[Boliwia]: Potosí

Jeden Boliwijczyk o indiańskich rysach, ja i jeszcze sześciu innych Europejczyków. Siedzieliśmy tak stłoczeni w niewielkiej jamie odchodzącej od wąskiego, górniczego korytarza.

Wpatrywałam się w Wellington’a – człowieka, który nas tutaj przyprowadził i który dziś, szczęśliwie dla niego, tytułuje się mianem przewodnika jednej z najpopularniejszych agencji turystycznych w Potosí. Patrzyłam, jak ręce trzydzistoparo-letniego, byłego już górnika, grzebały w foliowym woreczku za kolejną porcją liści koki˟, by ją zaraz włożyć do ust… i żuć… żuć tak bez przerwy, dopóki nie przyjdzie czas na następną porcję…

Przystanek na dłużej

Dziennik z podróży:
04-26.11.2012
[Boliwia]: Potosí-gorące źródła w Miraflores-Laguna de Tarapaya-Potosí 

Potosí w jakiś sposób mnie oczarowało…

Nie wiem jak… i kiedy, ale odkładając wyjazd z dnia na dzień, w końcu minęły przeszło trzy tygodnie w tym górniczym, boliwijskim mieście… Może to to leniwe tempo życia Indian, pracujących na ulicy, może czar wąskich ulic, starych kościołów, uroczystych przemarszów, trzech kolejnych strajków, których przyczyn nikt dokładnie nie zna (?!), gorących źródeł pomiędzy górami lub wciąż niewielka (w porównaniu z Sucre!) ilość zachodnich turystów? Może…?